Blog o tym co sprawia mi przyjemność, pozwala się odprężyć i o tym co kocham robić w wolnych chwilach...

Podróże małe i duże

piątek, 24 października 2014

Wczoraj MUSIAŁAM jechać do Gliwic-pomimo, iż pogoda nie zachęcała do wychodzenia z domu.

W Gliwicach szybko uporałam się ze swoimi sprawami i razem z koleżanką stwierdziłyśmy, że trochę za wcześnie by wracać do domu-w końcu dzieciaki opiekę miały zapewnioną więc byłyśmy spokojne o nasze maluchy, nic nas nie pośpieszało. Wpadłyśmy więc na pomysł by choć na chwilę odwiedzić miejsce, w którym byłyśmy dwa lata temu na wakacjach.

I tak wybrałyśmy się w podróż do MIĘDZYBRODZIA ŻYWIECKIEGO :)

Wyjeżdżamy z Gliwic:

Po ponad godzinnej drodze widać pierwsze góry:

A tu już Międzybrodzie i wjazd kolejką na Górę Żar:

 

Niestety pogoda nam nie dopisała-było zimno i padał deszcz. Widoczność też pozostawiała wiele do życzenia. Najważniejsze jednak, że humory dopisywały :)

Zdjęcia są nienajlepsze, wiem o tym ale miałyśmy tylko do dyspozycji aparat w telefonach komórkowych, gdyż wyjazd tego typu nie był zaplanowany i profesjonalnego sprzętu nie wzięłyśmy :(

Dla porównania widoków fotki sprzed dwóch lat z wakacji-bo wbrew pozorom miejscowość jest bardzo malownicza i piękna...jakby mazury otoczyć górami :)

Fajnie było tam wrócić chociaż na chwilkę...

Miłego dnia :)

 

Odpowiedź do komentarzy:

Anek-73: "Godzina pąsowej róży" to fajny film i co jakiś czas lubię go oglądać :)

Dziękuję za miłe słowa odnośnie moich prac. Nadal nie mogę komentować u Ciebie na blogu-wszelkie próby naprawienia tego zakończyły się niepowodzeniem. Jedyne chyba wyjście to założyć nowe konto na google.

mpgoga1983: Finał kociaków już wkrótce-muszę tylko kupić tasiemkę carną lub zieloną by dopracować swoją koncepcję zakładki do konca :)

Gość: Anna S. : Dziękuję za miłe słowa-a kociaki raczej z natury bywają figlarne :)

sobota, 11 października 2014

Czekając na imponujące postępy w robótkach, wracam wspomnieniami do pobytu w górach.

Dzisiaj nasza ostatnia, najpiękniejsza wycieczka.

Dzisiaj zabieram Was w dwa miejsca :)

Naszą wycieczkę zaczęliśmy w Kuźnicach, gdzie ruszyliśmy na szlak do Doliny Gąsienicowej przez Dolinę Jaworzynki. Naszym celem było schronisko Murowaniec.

Po drodze były miejsca gdzie mogliśmy sięgnąć chmur :)

Dotarliśmy do Przełęczy między Kopami-chwila odpoczynku i w pół godzinki do schroniska Murowaniec :)

Cel nr 1 osiągnięty :D Żałuję, że nie zrobiłam lepszego zdjęcia schroniska...

W Murowańcu oczywiście posiłek, odpoczynek i...lecimy dalej...Na Kasprowy Wierch :)

W oddali widać nasz cel nr 2 :

Ta wąziutka niteczka, biegnąca od prawej strony zdjęcia ku jego środkowi, to ścieżka, którą zmierzamy od Murowańca :)

No i dotarliśmy

W dół zjechaliśmy wagonikiem, żeby dziecko miało frajdę bo kolejkę widział...więc teraz mógł zjechać.

Wycieczka była dość długa-z aplikacji treningowej wyszło, że pokonaliśmy dystans ponad 16 km-na własnych nogach (licząc od naszego miejsca noclegowego skąd zawsze na pieszo do Kuźnic chodziliśmy-przy zjeździe kolejką włączyłam pauze w odmierzaniu żeby nie było oszukiwania )-jednak dla takich widoków warto było:)

A tu już w Kuźnicach-pamiątkowe zdjęcie z starym wagonikiem-ja jeszcze miałam okazję takim wjechać na Kasprowy jak z rodzicami byłam jako nastolatka :)

Już chciałabym tam wrócić...

Życzę miłego weekendu :) A ja wracam do robótek :)

sobota, 27 września 2014

Ponieważ z chwaleniem się postępami robótkowymi chcę zaczekać na jakiś kolosalny efekt, dziś pozanudzam Was kolejnymi wspomnieniami z pobytu w Zakopanym :)

Wśród dzisiejszych wspominek będą trzy miejsca.

Pierwsze z nich to Wodospad Siklawica w Dolinie Strążykiej-był to etap trzeci jednej z naszych wycieczek. 

Wycieczka obejmowała Dolinę Białego- Sarnią Skałę (te dwa etapy już widzieliście)- wodospad Siklawica- Dolina Ku Dziurze.

 Idąc do wodospadu widzimy przed sobą ściany Giewontu...Szczyt ten wielokrotnie jest widoczny na naszych zdjęciach-gdziekolwiek byśmy nie poszli...a co ciekawe, na facebooku zrobiłam quiz-jaki szczyt Tatr najbardziej do ciebie pasuje?- i co mi wyszło? GIEWONT oczywiście   :)

A tu już przy wodospadzie:

No i etap 4 i ostatni tej wycieczki i Dolina ku Dziurze:

 To zdjęcie nie jest najlepsze bo dziecko ruszyło aparatem w trakcie pstrykania...no ale zamieszczam.

Gdyby ktoś chciał zasięgnąć informacji o jaskini, można zerknąć TUTAJ . Według górali w jaskini tej ostatni zbójnik ukrywał swe łupy- o czym można przeczytać krótko TUTAJ .

Trzecie miejsce , które chcę dzisiaj pokazać to Morskie Oko. To jedno z moich ulubionych miejsc w Tatrach, gdzie z chęcią powracam mimo, że byłam nad Morskim Okiem już chyba z pięć razy...a i tak za każdym razem widoki zapierają mi dech w piersi.

Zaczynamy więc wędrówkę do Morskiego Oka:

 Wodogrzmoty Mickiewicza

Przy Wodogrzmotach Mickiewicza mamy dwa dodatkowe szlaki-w prawo do Doliny Pięciu Stawów Polskich, w lewo do Doliny Roztoki, gdzie skręciliśmy :)

 Schronisko w Dolinie Roztoki im. Wincentego Pola.

Później wróciliśmy na drogę do Morskiego by po długiej ale miłej wędrówce dotrzeć do celu:

Droga do Morskiego Oka to spacer 9-cio kilometrowi (bez zbaczania ze szlaku). Byłam dumna z mojego synka, że doszedł do końca...a później przeszliśmy się jeszcze dookoła Morskiego co jest kolejną godzinną wędrówką :)

 Mnich-moja ulubiona skała- chciałabym kiedyś pójść do Dolinki za Mnichem ale narazie to nie będzie możliwe bo szlak jest chyba zbyt trudny żeby iść tam z dzieckiem-przynajmniej tak wywnioskowałam z opisu w przewodniku.

 Miejsce zejścia lawiny

Chcieliśmy iść jeszcze zobaczyć Czarny Staw pod Rysami ale niestety pogoda nam się popsuła-zaczęło być mglisto i zaczął padać deszcz więc zrezygnowaliśmy:

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tymi górami...to jest temat, który nigdy mi się nie znudzi, widoki zawsze będą robić na mnie wrażenie bez względu na to ile razy je zobaczę, a spacery górskimi szlakami zawsze będą dla mnie ulubioną formą odpoczynku w czasie lata...w górach najpiękniejsze jest to, że choć ciągle to są te same góry to za każdym razem są inne :)

Do zobaczenia jutro:)

P.S.

Anek 73- widziałam postępy w wyszywaniu elfa-dzielnie Ci kibicuję bo to nie lada wyczyn wytrwać w wyszywaniu dużej ilości podobnego koloru,a nie mogę się doczekać gdy będzie całość :)

Gdybyś nie mogła dostać gazetki z wzorem wiatraka, mogę zeskanować i wysłać ci mailem :)

Mpgoga1983- dzielnie walczę z konturami bo wiem, że wtedy efekt pracy jest zupełnie inny ale to nadal nie jest moim ulubionym etapem prac przy wyszywaniu :) Dziękuję Ci za miłe słowa i wsparcie:)

wtorek, 09 września 2014

W niedzielę razem z synem i rodzicami pojechaliśmy na grzyby-do Spały.

Taka chwila relaksu i zapomnienia połączona z czymś miłym i pożytecznym :)

Grzybów raczej dużo nie znaleźliśmy-dużo ludzi tam chodzi i widać było, że już nie jeden ludź tam grzyby zbierał przed nami...

Mimo jednak niewielkiego zbioru dziecko miało ogromną frajdę, bo po raz pierwszy sam zbierał grzyby-poinformowany uprzednio co ma zbierać :P

I podzieliwszy się na dwie grupy, tyle uzbieraliśmy:

po oczyszczeniu i takich tam zabiegach wyszło z tego to:

Wyszła jeszcze garstka grzybów nie nadająca się ani do słoika ani do ususzenia, więc pokroiłam i zamroziłam :) Jak widać niewiele tego...ale i tak cieszy :) A w następną niedzielę powtórka :D

Po grzybobraniu był obiad w spalskiej karczmie i relaksujący spacer po Spale:

A to jarmark staroci i antyków i różnych różności-są tam obrazy, artykuły domowe, miody, torby, kożuchy i różne takie:

Na koniec pokażę Wam jakiego grzyba znaleźliśmy-ale zostawiliśmy go w spokoju bo nikt nie był pewny co to jest:

Grzyby zbieram także u siebie na osiedlu-np. takie:

Tak spędziliśmy niedzielę :)

Do zobaczenia wkrótce :)

piątek, 05 września 2014

Dzisiaj krótko i zwięźle, bo czasu mam niewiele,bo dużo obowiązków domowych, a jeszcze jakieś problemy z internetem lub z komputerem mi się wkradły.

Dziś kolejna część wspomnień z wyjazdu do Zakopanego.

Jedna z naszych wycieczek prowadziła przez Dolinę Białego:

Droga początkowo łagodna ale im dalej tym wyżej i po kamieniach ale mój dzielny men chodził bez marudzenia. 

Kolejnym etapem tej wycieczki było przejście ścieżką nad reglami (około 30-40 minut) do krótkiego szlaku prowadzącego na Sarnią Skałę (odcinek po kamieniach w górę). Warto jednak bo widoki z Sarniej Skały są cudowne:

Tak wyglądał nasz cel-z pewnej odległości:

A to już widoki:

Z Sarniej Skały widać nawet Gubałówkę, na którą wjeżdżaliśmy wagonikiem-co pokazywałam Wam wcześniej. Zdjęcie zrobione z lekkim przybliżeniem:

Zdjęć jest tyle, że chciałabym pokazać wszystkie bo ciężko jest w kilku zdjęciach pokazać te wspaniałe widoki. Niestety chyba nikt by tego nie obejrzał do końca...najlepiej jednak pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy bo żadne zdjęcie nie odda klimatu i charakteru tych miejsc.

Dziś to na tyle...teraz muszę rozwiązać problem z kompem i netem żebym mogła normalnie coś tu zrobić. Bo wpisy czekają a ja muszę czekać aż łaskawie załaduje mi się wszystko żebym mogła coś napisać czy wstawić...

Miłego popołudnia :)

sobota, 30 sierpnia 2014

Zanim przejdę do tytułowej treści, kilka słów wyjaśnienia.

Od ostatniego wpisu minęło 27 dni-dużo. Brak wpisów przez ten czas spowodowany był zbieraniem materiałów aby pokazać postępy w pracach-co chciałam uczynić przed wyjazdem na urlop. Nie udało się jednak tego zrobić gdyż przed wyjazdem moja komputerowa zwierzyna, czyli myszka, odmówiła posłuszeństwa i nadzwyczajniej na świecie się popsuła. Później nastąpił wyjazd na urlop i dopiero teraz na spokojnie mogę powrócić i pisać tutaj  :)

Wracając więc do tytułu wpisu dzisiejszego...

Razem z moim synem Maćkiem pojechaliśmy na tydzień do Zakopanego. Pobyt jak dla mnie stanowczo za krótki ale myślę, że udało się ten czas w pełni wykorzystać. Z prawie 600 zdjęć wybrałam te, które chciałabym Wam pokazać i pojawił się maleńki problem...wybranych zdjęć jest tyle, że całą książkę bym tu stworzyła i nie wiem czy ktoś miałby na tyle cierpliwości żeby całość prześledzić. Postanowiłam podzielić wspomnienia z wyjazdu na kilka części i dziś pierwsza z nich :)

Na początek kilka zdjęć ze spacerów po Zakopanym:

DSC023641

DSC021451

DSC025741

DSC021441

Byliśmy w niezwykłym domu-do góry nogami...tam grawitacja działa inaczej :) Wrażenie niesamowite-nie można ustać prosto, a samopoczucie jest takie jak po kilku głębszych :P

DSC027601

DSC027681

DSC027661

DSC027671

Jedna z naszych wycieczek prowadziła na Nosal oraz do Hotelu Kalatówki na polanie o tej samej nazwie. Przy dobrej pogodzie z polany widać Kasprowy Wierch oraz kolejkę linową której wagoniki zawiozą nas na szczyt Kasprowego.

DSC02430

DSC02437

DSC02427

DSC02439

I ostatnia wycieczka, którą chcę Wam dzisiaj pokazać to wjazd kolejką na Gubałówkę:

DSC02606

DSC02592

Na dzisiaj tyle wspomnień ale wkrótce pokaże Wam kolejną serię naszych wycieczek.

Oczywiście wzięłam na wyjazd robótki ale nasze wycieczki były tak intensywne że wieczorem padaliśmy jak muchy, więc za dużo nie powstało. Teraz nadrobię zaległości gdyż pomimo intensywnego odpoczynku w formie aktywnej, moje baterie załadowały się na nowo, a sam wyjazd zainspirował mnie do tworzenia nowych rzeczy...

Ale wszystko w swoim czasie :)

Pozdrawiam odwiedzających mój blog:)

 

O autorze
Flag Counter I edycja konkursu na najbardziej twórczo zakręcony blog
Adoptowałam pieska o imieniu Sonia.


Dodatki na bloga
Dodatki na bloga