Blog o tym co sprawia mi przyjemność, pozwala się odprężyć i o tym co kocham robić w wolnych chwilach...
sobota, 27 września 2014

Ponieważ z chwaleniem się postępami robótkowymi chcę zaczekać na jakiś kolosalny efekt, dziś pozanudzam Was kolejnymi wspomnieniami z pobytu w Zakopanym :)

Wśród dzisiejszych wspominek będą trzy miejsca.

Pierwsze z nich to Wodospad Siklawica w Dolinie Strążykiej-był to etap trzeci jednej z naszych wycieczek. 

Wycieczka obejmowała Dolinę Białego- Sarnią Skałę (te dwa etapy już widzieliście)- wodospad Siklawica- Dolina Ku Dziurze.

 Idąc do wodospadu widzimy przed sobą ściany Giewontu...Szczyt ten wielokrotnie jest widoczny na naszych zdjęciach-gdziekolwiek byśmy nie poszli...a co ciekawe, na facebooku zrobiłam quiz-jaki szczyt Tatr najbardziej do ciebie pasuje?- i co mi wyszło? GIEWONT oczywiście   :)

A tu już przy wodospadzie:

No i etap 4 i ostatni tej wycieczki i Dolina ku Dziurze:

 To zdjęcie nie jest najlepsze bo dziecko ruszyło aparatem w trakcie pstrykania...no ale zamieszczam.

Gdyby ktoś chciał zasięgnąć informacji o jaskini, można zerknąć TUTAJ . Według górali w jaskini tej ostatni zbójnik ukrywał swe łupy- o czym można przeczytać krótko TUTAJ .

Trzecie miejsce , które chcę dzisiaj pokazać to Morskie Oko. To jedno z moich ulubionych miejsc w Tatrach, gdzie z chęcią powracam mimo, że byłam nad Morskim Okiem już chyba z pięć razy...a i tak za każdym razem widoki zapierają mi dech w piersi.

Zaczynamy więc wędrówkę do Morskiego Oka:

 Wodogrzmoty Mickiewicza

Przy Wodogrzmotach Mickiewicza mamy dwa dodatkowe szlaki-w prawo do Doliny Pięciu Stawów Polskich, w lewo do Doliny Roztoki, gdzie skręciliśmy :)

 Schronisko w Dolinie Roztoki im. Wincentego Pola.

Później wróciliśmy na drogę do Morskiego by po długiej ale miłej wędrówce dotrzeć do celu:

Droga do Morskiego Oka to spacer 9-cio kilometrowi (bez zbaczania ze szlaku). Byłam dumna z mojego synka, że doszedł do końca...a później przeszliśmy się jeszcze dookoła Morskiego co jest kolejną godzinną wędrówką :)

 Mnich-moja ulubiona skała- chciałabym kiedyś pójść do Dolinki za Mnichem ale narazie to nie będzie możliwe bo szlak jest chyba zbyt trudny żeby iść tam z dzieckiem-przynajmniej tak wywnioskowałam z opisu w przewodniku.

 Miejsce zejścia lawiny

Chcieliśmy iść jeszcze zobaczyć Czarny Staw pod Rysami ale niestety pogoda nam się popsuła-zaczęło być mglisto i zaczął padać deszcz więc zrezygnowaliśmy:

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tymi górami...to jest temat, który nigdy mi się nie znudzi, widoki zawsze będą robić na mnie wrażenie bez względu na to ile razy je zobaczę, a spacery górskimi szlakami zawsze będą dla mnie ulubioną formą odpoczynku w czasie lata...w górach najpiękniejsze jest to, że choć ciągle to są te same góry to za każdym razem są inne :)

Do zobaczenia jutro:)

P.S.

Anek 73- widziałam postępy w wyszywaniu elfa-dzielnie Ci kibicuję bo to nie lada wyczyn wytrwać w wyszywaniu dużej ilości podobnego koloru,a nie mogę się doczekać gdy będzie całość :)

Gdybyś nie mogła dostać gazetki z wzorem wiatraka, mogę zeskanować i wysłać ci mailem :)

Mpgoga1983- dzielnie walczę z konturami bo wiem, że wtedy efekt pracy jest zupełnie inny ale to nadal nie jest moim ulubionym etapem prac przy wyszywaniu :) Dziękuję Ci za miłe słowa i wsparcie:)

środa, 24 września 2014

Po wielkich trudach udało mi się PRAWIE skończyć hafcik na kocyk. PRAWIE-gdyż zostały mi jeszcze kontury, ale to zostawiłam na koniec bo strasznie tego nie lubię.

Ponieważ kontury zostawiłam na koniec, przeskoczyłam do wykonania małego hafcika na śliniaczek dla tego samego dzidziusia, który będzie dodatkiem do paczuszki powitalnej od cioci :)

Narazie mam tyle (po jednym dniu dłubania):

Nie jestem zachwycona bo troche niewygodnie wyszywa się na "giętkim" śliniaku no ale muszę to jakoś przeżyć. Nie byłabym także sobą gdybym czegoś źle nie zrobiła...oczywiście literka "c" wyszła za blisko misia ale nie miałam już cierpliwości żeby pruć.

Poza tym stałam się szczęśliwą posiadaczką pełnej hobbystycznej wersji programu HafiX-do szczęścia potrzeba mi jeszcze tylko drukarki i cierpliwości w opanowaniu działania programu, co przy takich tam bzdetnych próbach dla zabawy okazało się trochę trudniejsze niż myślałam...

Dziś na tyle...wracam do xxx...

Pozdrawiam wszystkich:)

 

Odpowiedzi do komentarzy:

Anek73- jak zobaczyłam w gazetce wzór z wiatrakiem to od razu pomyślałam o Tobie :) 

mpgoga1983- Życzę Ci owocnej pracy z dynią i smacznego oczywiście :)

piątek, 19 września 2014

Myślałam, że do dzisiaj uda mi się skończyć kocysiowy hafcik...niestety przy tak małej ilości czasu plan spalił na panewce.

Na chwilę obecną jest tyle:

Zostały tylko włosy i malutka część oka...a później to czego nie lubię najbardziej-kontury.

Ostatnio pilnowałam moich dwóch bratanic (4 latka i 1.5 roku), a ponieważ były grzeczne to trochę xxx postawiłam...gdy zobaczyła to starsza-Wiktoria, zażyczyła sobie kołderkę-kocyk dla lalek-z wyhaftowanym motywem z bajki "Monster High" i drugi dla młodszej siostry z świnką Peppą... Będę miała więc co robić w najbliższym czasie :)

Pomysłów mi jednak mimo to nie brakuje-nawet pobrałam program Haftix i dzisiaj dokonałam przelewu by mieć pełną wersję programu bo mi się przyda :)

Teraz tylko muszę napisać list do świętego Mikołaja żeby pod choinkę dał mi dodatkową parę rąk i jakieś magiczne "coś" do zatrzymywania czasu...

A dzisiaj w kiosku zaopatrzyłam się w:

Przejrzałam i...już w ogóle zwariowałam na punkcie krzyżyków :)

Do zobaczenia wkrótce :)

 

Odpowiedzi do komentarzy:

mpgoga1983- dynia ma specyficzny smak ale uważam, że jest smaczna (i napewno zdrowa). Zupa-krem jest fajną odskocznią od tradycyjnych zup, a marynowana może być znakomitym dodatkiem do dań mięsnych...np. zamiast surówki. Mam jeszcze zamiar zrobić dwie inne wersje marynowanej-a słoiczek na spróbowanie mogę wysłać :P A co...:)

Co do grzybów...przeglądając atlas grzybów doszłam do wniosku, że mijam chyba mnóstwo grzybów które według atlasu są jadalne...ale nie jestem pewna czy je dobrze rozpoznaję więc ich nie biorę. Czernidłaki zawsze zbierała moja babcia więc tych jestem pewna...są delikatne w smaku więc głównie łączę je przy smażeniu z pieczarkami.

czwartek, 18 września 2014

Zanim pochwalę się robótkowymi postępami, zagaję z nieco innego frontu.

Nie jestem perfekcyjną panią domu, do Gordona Ramsay`a też mi daleko ale gotować lubię więc dziś coś na ten temat...

Na początku września otrzymałam w "prezencie" Panią Brzuchatą:

Sama nigdy z dyni nic nie przygotowywałam-jedynie u kogoś próbowałam marynowej i nawet mi zasmakowała.

Zabrałam się więc do roboty...najpierw przystąpiłam do sporządzenia mikstury zwanej "zupą dyniową". 

Oto składniki jakie potrzebowałam:

pomidor

1/2 kg dyni (może być z mrożonki)

2 łyżki oleju rzepakowego (ja użyłam słonecznikowego bo akurat innego nie miałam)

kawałek korzenia imbiru (ok. 3 cm)-użyłam mielonego imbiry ok.dwóch płaskich łyżeczek

posiekany ząbek czosnku

3 szklanki wywaru warzywnego

pieprz

sos sojowy lub sól

garść wyłuskanych pestek dyni

Przystąpiłam do przygotowywania:

Pomidora po sparzeniu obieramy ze skórki. Dynię obieramy i usuwamy pestki, a następnie kroimy ją w kostkę i podsmażamy na rozgrzanym oleju. Obieramy korzeń imbiru i ścieramy na tarce o drobnych otworach. Do podsmażonej dyni dodajemy pokrojonego pomidora, imbir, czosnek. Przekładamy do garnka, zalewamy wywarem warzywnym. Gotujemy, aż dynia będzie miękka. Miksujemy, doprawiamy pieprzem i sosem sojowym lub odrobiną soli. Przed podaniem zupę posypujemy pestkami dyni. Rada: Pestki najlepiej przed podaniem uprażyć na suchej patelni. Będą wówczas bardziej aromatyczne i chrupiące.


Ja zamiast pestek z dyni podałam zupę z sucharami, a drugiego dnia z makaronem-każdy wedłóg własnego uznania :)

Po przygotowaniu zupy przystąpiłam do wsadzania biednej Pani Brzuchatej w słoiki.

A to przepis, według którego postępowałam:

- około 20 goździków

- 2 kg dyni

- 1 szklanka octu 10%

- 2 szklanki cukru

- 2 szklanki wody

Dynię obrać ze skóry, oczyścić, pokroić w kostkę. Wodę zagotować z octem, dodać cukier i goździki. Chwilę pogotować. Dodać dynię, gotować około 5 minut. Słoiki wyparzyć, przełożyć dynię (układać ciasno koło siebie), zalać zalewą. Słoik dokładnie zakręcić, postawić na wieczku, pozostawić przez całą noc. Następnie przenieść w suche, chłodne miejsce.

Oczywiście pestki zostały zebrane w osobny pojemniczek, później umyte i ususzone i teraz są naszą przekąską :)

Zdjęcia może nie są rewelacyjne ani piękne...no ale fotograf ze mnie żaden a kucharz też raczej amator:)

Pocieszam się tym, że jeszcze nikogo nie otrułam więc źle ze mną nie jest...

Do następnego :)

sobota, 13 września 2014

Dzisiaj króciutko. 

Cały czas dzielnie pracuję nad hafcikiem do kocyka dla dzidziusia. Wybrany przeze mnie wzór bardzo mi się podobał, jednak w trakcie wyszywania okazało się, że nie będzie to mój ulubiony wzór. Dlaczego? Bo trzeba w nim używać połowy krzyżyków...ja tego nadal nie ogarniam i spędza mi to sen z powiek...ale walczę bo zawzięłam się i skończę dzieło.

A od soboty (6 września) powstało tyle:

Nie umiem ocenić czy to dużo czy mało jak na tydzień pracy ale ja jestem zadowolona. Jeszcze trochę przede mną...

Teraz uciekam dalej wyszywać, a jutro dla relaksu znów wyprawa na grzyby :)

P.S.

Anek73-wciąż mam problem z zamieszczaniem u ciebie komentarzy bez względu na przeglądarkę-wyskakuje mi informacja, że nie mam takich uprawnień i mam się zgłosić do administratora...

Widziałam jednak Twojego potężnego UFO-ka z aniołem...jestem pod ogromnym wrażeniem i będę mocno trzymać kciuki byś nie straciła zapału i doprowadziła to do końca :)

P.S. 2

Za jakiś czas będę się przymierzać do wykonania haftu ze zdjęcia-jakie programy możecie polecić aby dobrze przerobić zdjęcie na wzór do haftu? Miałam program Haftix ale tylko wersję demo więc nie mogłam tego ani zapisać ani wydrukować, miałam program PCStich 10 ale też tylko wersję demo...chciałabym jakiś niedrogi program, z którego mogłabym nie raz skorzystać. Co polecicie?

Życzę miłego weekendu, odwiedzającym dziekuję za wszelkie ślady pozostawione u mnie w formie komentarza i zachęcam gorąco do dzielenia się spostrzeżeniami :)

wtorek, 09 września 2014

W niedzielę razem z synem i rodzicami pojechaliśmy na grzyby-do Spały.

Taka chwila relaksu i zapomnienia połączona z czymś miłym i pożytecznym :)

Grzybów raczej dużo nie znaleźliśmy-dużo ludzi tam chodzi i widać było, że już nie jeden ludź tam grzyby zbierał przed nami...

Mimo jednak niewielkiego zbioru dziecko miało ogromną frajdę, bo po raz pierwszy sam zbierał grzyby-poinformowany uprzednio co ma zbierać :P

I podzieliwszy się na dwie grupy, tyle uzbieraliśmy:

po oczyszczeniu i takich tam zabiegach wyszło z tego to:

Wyszła jeszcze garstka grzybów nie nadająca się ani do słoika ani do ususzenia, więc pokroiłam i zamroziłam :) Jak widać niewiele tego...ale i tak cieszy :) A w następną niedzielę powtórka :D

Po grzybobraniu był obiad w spalskiej karczmie i relaksujący spacer po Spale:

A to jarmark staroci i antyków i różnych różności-są tam obrazy, artykuły domowe, miody, torby, kożuchy i różne takie:

Na koniec pokażę Wam jakiego grzyba znaleźliśmy-ale zostawiliśmy go w spokoju bo nikt nie był pewny co to jest:

Grzyby zbieram także u siebie na osiedlu-np. takie:

Tak spędziliśmy niedzielę :)

Do zobaczenia wkrótce :)

poniedziałek, 08 września 2014

Dzisiaj troszkę oderwiemy się od wspomnień z Zakopanego i zajrzymy do moich robótek. Tak naprawdę to wstyd coś pokazać bo oszałamiających postępów nie ma a nawet wręcz przeciwnie.

Otóż, wszystko co do tej pory miałam zaczęte zostało odłożone na bok. Bzy się kurzą, autko już nie pamiętam jak wygląda...wszystko dlatego, że...

Miałam zrobić kocyk dla koleżanki dzidziusia-kocyk oczywiście z haftowanym dziecięcym motywem. Czasu trochę było bo koleżanka termin miała jakoś na sierpień. I klops...dzidziuś przyszedł na świat na początku września, a kocyk nawet nie zaczęty. Jedyny postęp był taki, że zamówiłam wszystko co było mi potrzebne. Siłą rzeczy, zgarnęłam wszystkie inne prace na bok i teraz kocyk jest sprawą priorytetową- na wczoraj.

Usiadłam do niego po raz pierwszy w sobotę, koło godziny 18, po częściowym uporaniu się z domowymi obowiązkami. Siedziałam do pierwszej w nocy (w przerwach robiąc dynie w marynacie) i powstało go tyle:

Nie jest to imponująca ilość no ale co ja poradzę...staram się jak mogę...

Przez ten kocyk moja georginia została odłożona na bok już na końcowym etapie finału:

Cierpi biedaczka bardzo, bo już tak niewielki fragment został do zrobienia i rameczka już czeka...a teraz znów i ona musi czekać...

W Zakopanem zaczęłam wyszywać kocią zakładkę do książki dla mamy...powstał aż cały jeden kot i też oczekują na kontynuację...

Przepraszam za jakość zdjęć kota ale akurat on telefonem był pstryknięty...

Jak widać na obrazkach załączonych powyżej-chwalić nie ma się czym...

Myślałam, że niedziele spędzę chociaż częściowo na wyszywaniu ale zachciało mi się na grzyby jechać...ale o tym już jutro :)

Pozdrawiam

P.S.

Aniu z bloga "Przystanek Kłodzko"-coś mi się porobiło, że nie mogę zaznaczyć innej opcji niż konto google jak chcę pozostawić komentarz u ciebie...a jak się loguję przez konto google to i tak komentarzy chyba nie wysyła...Chcę jednak żeby wiedziała, że podglądam regularnie-urzekły mnie Twoje okładki na kalendarz :)

 

piątek, 05 września 2014

Dzisiaj krótko i zwięźle, bo czasu mam niewiele,bo dużo obowiązków domowych, a jeszcze jakieś problemy z internetem lub z komputerem mi się wkradły.

Dziś kolejna część wspomnień z wyjazdu do Zakopanego.

Jedna z naszych wycieczek prowadziła przez Dolinę Białego:

Droga początkowo łagodna ale im dalej tym wyżej i po kamieniach ale mój dzielny men chodził bez marudzenia. 

Kolejnym etapem tej wycieczki było przejście ścieżką nad reglami (około 30-40 minut) do krótkiego szlaku prowadzącego na Sarnią Skałę (odcinek po kamieniach w górę). Warto jednak bo widoki z Sarniej Skały są cudowne:

Tak wyglądał nasz cel-z pewnej odległości:

A to już widoki:

Z Sarniej Skały widać nawet Gubałówkę, na którą wjeżdżaliśmy wagonikiem-co pokazywałam Wam wcześniej. Zdjęcie zrobione z lekkim przybliżeniem:

Zdjęć jest tyle, że chciałabym pokazać wszystkie bo ciężko jest w kilku zdjęciach pokazać te wspaniałe widoki. Niestety chyba nikt by tego nie obejrzał do końca...najlepiej jednak pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy bo żadne zdjęcie nie odda klimatu i charakteru tych miejsc.

Dziś to na tyle...teraz muszę rozwiązać problem z kompem i netem żebym mogła normalnie coś tu zrobić. Bo wpisy czekają a ja muszę czekać aż łaskawie załaduje mi się wszystko żebym mogła coś napisać czy wstawić...

Miłego popołudnia :)

O autorze
Flag Counter I edycja konkursu na najbardziej twórczo zakręcony blog
Adoptowałam pieska o imieniu Sonia.


Dodatki na bloga
Dodatki na bloga