Blog o tym co sprawia mi przyjemność, pozwala się odprężyć i o tym co kocham robić w wolnych chwilach...
poniedziałek, 21 lipca 2014

Pomimo panującego gorąca i chęci wyskoczenia gdzieś nad wodę, zgodnie z zapowiedziami rozpoczęłam twórcze zmaganie się z pracami, wymagającymi dokończenia... Faktem jest, że wszystkiego jest dużo, chciałabym wszystko naraz ukończyć, ale niestety posiadam tylko dwie ręce, niewiele czasu w tygodniu więc...spektakularnych postępów nie ma...

Tyle w temacie georginii...nie mogę się już doczekać aż ujrzę ją skończoną i oddam do oprawienia

Jeśli chodzi o bzy...no tu szału nie ma...ale mam poważne usprawiedliwienie.

Moje kochane bzy musiałam narazie odsunąć na bok, gdyż jak wiecie dostałam bardzo poważne, bardzo pilne i niecierpiące zwłoki zlecenie, od super ważnego klienta. Tym klientem V.I.P. jest oczywiście mój syn, a zlecenie to citroen c3...tak więc korzystając z okazji, że klient pojechał na weekend z dziadkami na działkę i miałam odrobinę ciszy i spokoju, siadłam od piątku na tyłku by zmierzyć się z tym zadaniem. Rezultat? Naczynia piętrzą się w zlewie (co akurat mnie nie specjalnie rusza bo i tak do 24 lipca ciepłej wody nie ma na całym osiedlu, więc traktuję to jako wymówkę), pranie czeka na swą kolej (w szafie jeszcze pełno ciuchów więc nie ma co się spieszyć) a obrazka powstało tyle:

Nie wiem czy to dużo czy mało w waszej ocenie- w mojej sporo, tym bardziej, że zaczynając od tła strasznie mnie to męczyło...

Dziecko wróciło z działki więc chwalę się dziecku jaki postęp w jego zamówieniu poczyniłam, a ten mały tyran patrzy na materiał, później na mnie i mówi:

- Mamo, to jest dużo? To jest mało...myślałem, że już chociaż połowę zrobiłaś, a tu żadnego auta nie widać.

Czułam się...o, tak się czułam:

Więc bzy chyba długo odłogiem poleżą, no bo klient nasz pan i zamówienie trza wykonać...bo już następne w kolejce czekają...a lista mojego małego klienta długa jest i pracochłonna o różnym stopniu trudności.

A jeszcze na koniec tak dla ciekawskich...w środę wracając z Gliwic z tatą, zatrzymaliśmy się na chwilę nogi rozprostować i trafiliśmy na takie coś:

Ten samolot to nie taki zwykły samolot...w nim jest restauracja. Jeśli dobrze pamiętam nazywa się to "Zajazd Wysoczański"-jest to na trasie Łódź-Częstochowa...kawałek przed Częstochową. Na obiad nie weszliśmy, bo mama czekała na nas z korytem ale warto to miejsce odnotować pod tytułem "do odwiedzenia".

Na dziś tyle. Miłego dnia :)

niedziela, 13 lipca 2014

Od czego by tu zacząć...

Może warto by było zacząć od optymistycznego akcentu, że papuga na podusię-przytulankę została ukończona.

Teraz muszę tylko dorwać jakiś ładny materiał i dokończyć podusię :)

Kolejnym miłym epizodem jest fakt, że odebrałam paczuszkę z muliną, którą niedawno zamawiałam. Tak więc, wszystko do wyszycia autka jest gotowe...

Część tej muliny wykorzystana do wyszycia narcyzów:

Dodatkowo jest też brakująca mulina by dokończyć moją georginie:

Oczywiście moja psinka skutecznie przeszkadzała przy robieniu zdjęć :

Żeby tego wszystkiego było mało, znalazłam swoje UFOki :P

Miałam zrobić kartkę z okazji chrzcin mojej bratanicy...ponieważ chrzciny się odwlekają to i robótka poszła w kąt...trzeba będzie ją skończyć to może i chrzciny będą :)

Kolejnym UFOkiem są wróbelki:

Brakło muliny i...zapomniałam o tej pracy. Trzeba będzie to nadrobić.

Ten haft co prawda skończony, ale miała być z tego torba na drobiazgi i jakoś daleko mam do maszyny chyba żeby to skończyć...

A to co zobaczycie teraz to najgorsze co mogłam znaleźć...ten ufok przeleżał w kącie chyba ponad 5 lat, zakurzony, pognieciony i zapomniany...aż wstyd się do niego przyznawać...

To miał być obraz hafciarki...zaczęłam wyszywać go muliną DMC...i chyba czas stawić temu czoła...szybko ukończyć, wyprać, wyprasować i oprawić żeby zapomnieć ten straszny widok...

Tyle pracy przede mną a ja wciąż nie znalazłam sposobu na wydłużenie doby, by mieć więcej czasu na robótki...

W temacie bzów niewiele krzyżyków przybyło więc narazie się nie chwalę...

Spokojnego wieczoru życzę :)

piątek, 04 lipca 2014

Dnia 27 czerwca br o godzinie 21:47, rozpoczęłam wyszywanie bzów :) Nie miałam dużo czasu ale postanowiłam nie marnować ani chwili i postawić choć kilka krzyżyków.

Tyle powstało pierwszego dnia. Od tego czasu sukcesywnie dostawiam krzyżyki w dniu dzisiejszym bzów jest tyle:

Poza tym dokonałam zamówienia na mulinę aby wyszyć dziecku samochód:

Wzór z gazetki :Hafty Polskie" nr 5-6/2009.

Do zamówienia dołączyłam potrzebną mulinę do narcyzów i cztery brakujące kolory do ukończenia georginii :) Teraz z niecierpliwością oczekuję paczuszki...a tymczasem...wracam do moich bzów:)

Miłego popołudnia życzę :)

O autorze
Flag Counter I edycja konkursu na najbardziej twórczo zakręcony blog
Adoptowałam pieska o imieniu Sonia.


Dodatki na bloga
Dodatki na bloga